Poseł Artur Górczyński: ustawa hazardowa to bubel, który trzeba zmienić

Poseł Artur Górczyński

Wczoraj w Sejmie odbywała się debata na temat przyszłorocznego budżetu. Najpierw wystąpił minister finansów Mateusz Szczurek, a później na mównicę wychodzili posłowie z pytaniami. Wśród nich pojawił się także „nasz człowiek" w Sejmie, czyli poseł Artur Górczyński, szef Parlamentarnego Zespołu do Spraw Efektywnej Regulacji Gry w Pokera. Jego wystąpienie możecie przeczytać tutaj.

Wczoraj poseł Górczyński pytał, dziś to my stawiamy pytania jemu: jakie są szanse na wprowadzenie zmian w chorej ustawie hazardowej, kto rzuca kłody pod nogi i dlaczego poseł w ogóle zajął się tematem pokera.

PokerNews: Jakie są cele i zadania kierowanego przez pana zespołu?
Poseł Artur Górczyński: Zespół ma wypracować konkretne zmiany. Oczywiście mamy spore opory, przez ostatnie lata pani marszałek Sejmu Ewa Kopacz rzucała nam kłody pod nogi, utrudniała nawet założenie zespołu. Ale przepisy są takie, że nikt nie może nam zabronić pracy nad regulacjami dotyczącymi pokera. Skoro jest zespół smoleński, to tym bardziej może być zespół pokerowy.

Podobno problem był już z nazwą zespołu.
- Rzeczywiście, początkowo miał to być „Parlamentarny zespół do spraw popularyzacji pokera”. Normalnie takie zespoły zakłada się w 2-3 dni, a my nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi z Kancelarii Sejmu przez ponad 3 miesiące. Po tym czasie zostałem zaproszony na rozmowę do pana ministra Węgrzyna, który powiedział, że wszystko by było w porządku, gdybyśmy z nazwy wyrzucili „pokera”. No przecież nie wstawię do nazwy „bierek”, czy „brydża”, skoro mamy zajmować się pokerem! Przy pomocy „Stowarzyszenia Wolny Poker” wymyśliliśmy nową nazwę „Parlamentarny Zespół do spraw efektywnej regulacji gry w pokera”, która po kolejnych 2 miesiącach została zaakceptowana.

Skąd taki opór prezydium Sejmu?
- Oni się boją. Nie mają pojęcia o pokerze, więc się go boją. Strach przed tym, co się działo w związku z aferą hazardową paraliżuje tych ludzi, mimo że afera przecież nie dotyczyła pokera. W Sejmowej Podkomisji do spraw zmian w ustawie hazardowej, w której jestem wiceprzewodniczącym, zajmowaliśmy się zmianami dotyczącymi lotto, czyli w pełni legalnej w Polsce gry. Do tej podkomisji nie zgodzili się wejść przedstawiciele PiS, PSL i Solidarnej Polski. Poseł Kłopotek z PSL stwierdził, że już raz przeżywał aferę hazardową i więcej nie będzie, po czym trzasnął drzwiami i wyszedł! Przypominam, mówimy o podkomisji dotyczącej legalnych zmian w legalnej loterii! Ta podkomisja miała specjalny nadzór prezydium sejmu. Oczywiście przy tej okazji nie pozwolili na żadne prace związane z pokerem. A prace nad lotto od wielu miesięcy nie weszły pod obrady sejmu. Skoro ci ludzie boją się pracować nad zmianami w legalnej grze, tym bardziej są przerażeni na myśl o grze, która jest póki co nielegalna.

Na jakim etapie są wasze prace nad nowelizacją ustawy hazardowej?
- W kwietniu złożyliśmy projekt zmian w ustawie, potem nanieśliśmy kilka autopoprawek. Nasz projekt został pozytywnie zaopiniowany przez Biuro Analiz Sejmowych. Teraz jesteśmy na etapie przygotowywania dokumentacji do Komisji Europejskiej w sprawie notyfikacji unijnej, która jest przy takich projektach niezbędna. Nawiasem mówiąc, ustawa hazardowa z 2009 roku takiej notyfikacji nie przechodziła, co powoduje, że jest martwa.

Martwa, ale działa i utrudnia życie polskim pokerzystom…
- Ustawa hazardowa z 2009 roku to jest bubel prawny, pisany na kolanie. Absurdalne są zwłaszcza przepisy dotyczące pokera. Stawki podatkowe są 5-krotnie wyższe niż gdziekolwiek indziej w Europie, a na każdy turniej musi wydać zgodę półbóg Kapica. Są to absurdy. Jeśli ktoś w Hit Kasynie wygra duży turniej i pierwszą nagrodę w wysokości 50 000 złotych, to zapłaci od tego 25% podatku. Ale jeśli ktoś inny wygra piętro wyżej na ruletce 50 000, to zabierze całą kwotę do domu. To jest bez sensu!

Co zakłada wasz projekt nowelizacji ustawy hazardowej?
- Turnieje na żywo byłyby legalne, gracze nie byliby opodatkowani, a podatek płaciłby organizator – 15% od swojej prowizji. Organizatorzy będą mogli się legalnie reklamować i promować. Podobnie z pokerem online – operatorzy będą występować o specjalne licencje i będą płacić 15% podatku od przychodu.

Dlaczego władze miałyby chcieć się na to zgodzić?
- Bo zła ustawa hazardowa kosztuje nas ponad 100 milionów euro rocznie. Brakuje na wyżywienie dla dzieci, na opiekunów osób niepełnosprawnych i sto innych rzeczy. A tu leży na ziemi pół miliarda złotych, po które nikt nie chce się schylić! Nasze argumenty są proste: gdzie indziej są lepsze przepisy, państwa czerpią z tego zyski, a w Polsce jest gigantyczna szara strefa, bo w pokera gra około miliona osób. Turnieje na żywo to ogromne zyski dla hoteli, restauracji, całej branży turystycznej. Tygodniowy turniej w małym Galway przyniósł 3 miliony euro zysku! Czemu nie zrobić takiej imprezy na przykład w Kołobrzegu?

Argumenty wydają się oczywiste. Dlaczego w takim razie politycy są przeciwni nowym regulacjom pokerowym?
- Dla zasady… To było pierwsze, co zauważyłem po wejściu do sejmu: ludzie tutaj są odrealnieni. Nie mają pojęcia o realnym życiu, o prawdziwym świecie. Poker i ustawa hazardowa są tego świetnym przykładem. Gra w pokera została zakazana, bo ktoś nie miał pojęcia o czym decyduje. Kiedyś złożyliśmy pismo do Kancelarii Sejmu z prośbą o zgodę na organizację w Sejmie pokazowego turnieju pokerowego. Zazwyczaj na odpowiedź czeka się kilka – kilkanaście dni. Po pół godzinie dostaliśmy telefon z pretensjami, że co my sobie myślimy! Tym razem zadziałali błyskawicznie. Nikt nawet nie słuchał i nie starał się zrozumieć, o czym my mówimy. Zobaczyli „poker” i od razu byli na nie. Nie możemy mieć złudzeń: dokładnie tak samo jest w innych sprawach. Ich nie interesuje to, że ustawa została spieprzona; ważne, że została zrobiona!

Jakie będą wasze kolejne kroki, kiedy projekt wróci z opinią Komisji Europejskiej?
- Zakładam, że będzie to pozytywna opinia, bo przy pracach w dużej mierze opieraliśmy się na rozwiązaniach z Danii, które już taką opinię uzyskały. Jest szansa, że dostaniemy opinię pod koniec roku. A to oznacza, że projekt może wejść pod obrady w lutym, może marcu. Będziemy naciskać na prezydium sejmu, żeby do tego doszło jak najszybciej. Bo jeśli projekt poczeka do września, to zacznie się kampania, wybory i projekt przepadnie.

Co jeszcze może zrobić Zespół? Może powinien pan umówić się na rozmowę z wiceministrem Kapicą?
- Pan Kapica jest mało reformowalny. Nie wiem, co z nim jest? Może przegrał kiedyś w pokera i ma teraz o nim takie zdanie. I to na pewno w dobieranego, bo Texas Hold’em jest dla niego zbyt inteligentną grą! Ale widzę w Sejmie zmiany na lepsze, coraz więcej ludzi słyszało o pokerze i ma o nim coraz lepsze zdanie. Oczywiście dużo dobrego robią sukcesy polskich graczy. Kiedy szukałem ludzi do zespołu, nastroje były takie sobie, wiele osób mówiło: „wiesz… może… no, sam nie wiem…”. A kiedy Dominik Pańka wygrał PCA, nagle zgłosiło się wielu posłów, którzy chcieli dołączyć do zespołu, mówili „Wiesz, przecież ja zawsze wspierałem pokerzystów”.

Co my, pokerzyści, możemy zrobić, żeby pomóc w walce o nowelizację?
- Chcemy zaprosić do Sejmu Dominika Pańkę. Jestem przekonany, że on mógłby przekonać wielu posłów do naszych racji. Jest młody, inteligentny, potrafi argumentować. A wielu posłów słysząc o pokerze wciąż wyobraża sobie „Wielkiego Szu”. Przydałaby się też akcja poparcia ze strony pokerzystów, żeby politycy zorientowali się, że gracze stanowią ogromną grupę wyborców. Jeśli gra milion osób, to to jest potencjalne 10% głosów w wyborach. To bardzo dużo! Tylko trzeba uświadomić politykom, że powinni się liczyć z pokerzystami.

Czemu pan się zaangażował w naszą sprawę?
- Moje zainteresowanie pokerem zaczęło się od turniejów które koło roku 2000 – 2001 pokazywał Eurosport. Spodobało mi się to, a kilka lat później znalazłem jakąś reklamę PokerStars w internecie i założyłem konto. Ale szczerze mówiąc, wtedy mnie to jakoś nie wciągnęło i dość szybko skasowałem konto. A potem, kiedy w 2011 zostałem posłem, zaczęły do mnie przychodzić maile od graczy, którzy pytali czy nie mógłbym czegoś zrobić w kwestii regulacji pokera. Zacząłem badać temat, znalazłem kontakt do „Wolnego Pokera” i zaczęliśmy działać. W międzyczasie znów założyłem konto PokerStars i zaangażowałem się w to, dużo słuchałem rad zawodowców, pracowałem nad swoją grą.

I są efekty?
- Dzisiaj w 70% turniejów, które gram online jestem w kasie, a w wielu innych na stołach finałowych. Oczywiście mówię o małych turniejach na moim poziomie. Ale to wynika z tego, że poświęciłem sporo pracy, żeby być lepszym. To dla mnie i moich kolegów posłów dowód na to, że poker to gra umiejętności. Nauczyłem się zrzucać asy, kolor na asie i inne mocne układy. Wyeliminowałem wiele błędów ze swojej gry i widzę postępy. To bardzo przyjemna świadomość!

Wkrótce na PokerNews wywiad z przedstawicielami Stowarzyszenia Wolny Poker - Marcinem Horeckim i Mateuszem Litewskim, nie przegapcie!

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?