Norwegia zmienia prawo, turnieje pokerowe będą legalne

Norwegia legalizuje pokera

Turnieje pokerowe na żywo mogą wkrótce wrócić do Norwegii. Parlament głosuje nad nową ustawą, która ma zmienić wyjątkowo restrykcyjne prawo, które bardzo mocno uderzyło w pokera.

Nowe przepisy zostały zarekomendowane przez minister kultury Thorhildę Widvey oraz przez Lotteritilsynet, czyli urząd zajmujący się hazardem. Nowelizowana ustawa umożliwi organizację domowych gier oraz zorganizowanych turniejów, które do tej pory były zabronione.

"Do tej pory mistrzostwa Norwegii w pokera były organizowane za granicą. Teraz to się zmieni" - tłumaczy minister Widevey.

Według komunikatu wydanego przez ministerstwo kultury, norweskie władze zdecydowały się zmienić obowiązujące prawo, żeby umożliwić organizację turniejów z pięcioma lokalnymi kwalifikacjami do turnieju głównego.

Ponadto, według nowej ustawy, będzie można legalnie i bez żadnych zezwoleń organizować gry pokerowe do 10 graczy z wpisowym nie przekraczającym 1000 koron (około 500 złotych). Wszystkie gry, w których będzie uczestniczyło więcej osób, lub wpisowe przekroczy 1000 koron, będą wymagały specjalnych zezwoleń Lotteritilsynet.

Co ważne, kwota tysiąca koron to i tak znaczny postęp, bo w pierwotnym projekcie nowelizacji była mowa o 500 koronach (250 zł). Dla polskich graczy może 250 złotych to już wcale nie takie małe wpisowe, ale trzeba wziąć pod uwagę, że Norwegia to prawdopodobnie najdroższy kraj na świecie, w Oslo zwykły kebab kosztuje około 70 złotych!

Nowe regulacje mają także doprowadzić do otwarcia rynku online, aktualnie kontrolowanego przez krajowego monopolistę Norsk Tipping. Naciskało na to Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu (EFTA), którego Norwegia jest członkiem (nie jest członkiem Unii Europejskiej).

Co ciekawe, temat konieczności zmian w przepisach został nagłośniony po niesamowitej inicjatywie ze strony zawodowego pokerzysty Ola "Odd Oddsen" Amundsgaarda. Żeby udowodnić, że poker nie jest grą losową, a wynik zależy głównie od umiejętności, wyzwał na pokerowy pojedynek wszystkich członków parlamentu. Zasady były proste: heads up, 10 000 rąk i jeśli polityk będzie miał po tym czasie więcej żetonów, dostanie milion koron (ok. pół miliona złotych) od Amundsgaarda!

Tylko jeden parlamentarzysta podjął wyzwanie. Erlend Wiborg z Partii Postępu nie tylko nie był w stanie zdobyć więcej żetonów niż zawodowiec, ale po zaledwie 1 056 rozdaniach został z niczym.

A może któryś z naszych zawodowców rzuciłby wyzwanie polskim parlamentarzystom? Tyle tylko, że pewnie żaden nie odważyłby się usiąść do stołu...

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?