Kuba Michalak "Olorion" o Gandalfie, analizie i grze online (wywiad, część 1)

  • Jan CiosekJan Ciosek
Kuba Michalak "Olorion" o Gandalfie, analizie i grze online (wywiad, część 1) 0001

Olorion, czyli Jakub Michalak, to zdecydowanie jeden z najlepszych polskich graczy zarówno na żywo, jak i online. Lista jego sukcesów jest długa i imponująca, wystarczy wspomnieć choćby wygrany turniej ISPT na stadionie Wembley, który przyniósł Polakowi ponad pół miliona dolarów.
PokerNews postanowił sprawdzić, czy z trudnymi pytaniami Olorion radzi sobie równie dobrze, jak przy pokerowym stole.

Na początek musimy jasno ustalić które miasto reprezentujesz, bo co strona to inne informacje…
- Teraz mieszkam w Gdyni, jak przez większość życia. Tylko przez cztery lata wynajmowaliśmy z Pyszałkiem dwie chaty w Sopocie. Ale ostatnio na Facebooku zmieniłem status na „Live in Gdynia”, więc to już poważne i oficjalne!

Olorion, Olorionek – skąd taki nick?
- Ksywka pochodzi sprzed wielu lat. Od dzieciaka byłem zafascynowany„Hobbitem”, „Władcą Pierścieni” i tak dalej. Kiedy zacząłem grać w Diablo, mój bohater oczywiście nazywał się Gandalf. Ale gdy rodzice kupili do domu pierwszy modem i zacząłem grać w Diablo przez internet, okazało się, że „Gandalf” to troszeczkę zbyt popularna ksywka i jeśli będę się tak nazywał, to będzie mnie trochę zbyt trudno rozróżnić. Jako, że byłem wielkim fanem Tolkiena, czytałem także „Sillmarillion”, czyli taką mitologię Śródziemia. Tam Gandalf nosił imię Olorin. Niestety, taki nick też był zajęty! Dodałem więc jedną literę i tak stałem się Olorionem, potem też Olorionkiem. I tak już zostało.

Na polskiej all time money list jesteś na trzecim miejscu, za Pańką i Horeckim. Czy takie listy mają dla ciebie znaczenie?
- Wydaje mi się, że zaczynasz się takimi listami interesować, gdy jesteś na nich wysoko. Oczywiście, fajnie być na takiej liście. Zwłaszcza teraz, kiedy gram dużo więcej na żywo, taka forma rywalizacji jest istotna. Nie przywiązuję do tego większej wagi, choć fajnie być wyżej od znajomych.

Czy obecność na takiej liście działa motywująco?
- Na mnie bardzo! Kiedy shipnąłem ISPT zobaczyłem, że mogę przeskoczyć Waska, więc grałem wtedy dużo więcej. Potem byłem w okolicach miliona i przekroczenie tej granicy też było dla mnie dodatkową motywacją. Teraz stawiam sobie kolejne cele, w sumie jeszcze dwóch przede mną. Inna sprawa, że aby wskoczyć wyżej trzeba po prostu wygrać jakiegoś main eventa. Właśnie taka sytuacja jest w Niemczech. Jest mnóstwo dobrych graczy, młodzi Niemcy to najmocniejsza ekipa w europejskim pokerze. A na pierwszym miejscu listy jest Pius Heinz, który wygrał Main Event WSOP. A jest pewnie ze 25 graczy lepszych od niego w samych Niemczech!

Jak wygląda typowy dzień zawodowego gracza?
- Ostatnio moje dni zupełnie nie przypominają typowych dni pokerzysty, bo ogarniam sporo spraw z mieszkaniem, samochodem. Zwłaszcza, kiedy jest słońce, fajna pogoda, wtedy idę na zewnątrz, jakiś spacer, plaża, fajna knajpka, zakupy.

Czy to znaczy, że będziesz się teraz skupiał raczej na grze na żywo?
- Dokładnie. Kilka lat temu grałem naprawdę bardzo dużo online. Był ogromny rynek, mieliśmy Amerykanów, Francuzów, Włochów, turnieje były większe, poziom niższy, mnóstwo kasy do wygrania. Turnieje były kilka razy większe niż dzisiaj. Ostatnio odpaliłem sobie sesję w środku tygodnia, turniej 55$rebuy. Okazało się, że w turnieju za co najmniej 150$ za pierwsze miejsce było chyba 3400$! Tak niskie pule powodują, że czasem po prostu nie chce mi się grać. W zimie zawsze gram więcej, bo nie chce mi się z domu wychodzić. Teraz zdarzają mi się dni, w których nie rozgrywam ani jednego rozdania.

Aż trudno uwierzyć!
- Mój problem z grą online polega na tym, że ja gram turnieje. Nie mogę odpalić sesji na godzinkę, jak gracz cashowy. Kiedy siadam do komputera, muszę być gotowy na 10 godzin gry. Jeśli o 20 jestem zmęczony, to nie siadam do gry. Gram wtedy, gdy mi się chce, wtedy wygrywam najwięcej. Przyjemna jest też świadomość, że nie muszę grać.

Ile czasu dziennie poświęcasz na analizę?
- Teraz dużo mniej niż kiedyś, jakąś godzinę, może dwie dziennie. Nie tylko na analizę swoich rozdań, ale także na obserwację tego, co inni wrzucają na twoplustwo. Jeśli reg coś wrzuci, a dziesięciu innych regów komentuję, to mogę wyciągnąć z tego coś dla siebie, nawet, jeśli się z nimi nie zgadzam.

Dwie godziny dziennie to dużo mniej niż kiedyś?!
- Gdy zaczynałem grę poświęcałem mnóstwo czasu na analizę, to było co najmniej sześć godzin dziennie. Zawsze miałem tak, że najbardziej w życiu irytowało mnie, gdy czegoś nie wiedziałem. Przy pokerze nigdy nie wkurzałem się, gdy ktoś mi połamał asy, albo dostawałem bad beata. Irytowałem się, kiedy nie wiedziałem, co zrobić. Od początku gry w pokera zadwałem sobie pytanie: dlaczego to robię, czemu podejmuję konkretną decyzję. Dopiero gdy wyczerpałem temat, czułem się spokojny. Doszedłem do etapu, gdy żaden spot nie mógł mnie zaskoczyć.

To wyjątkowo przyjemna sprawa!
- Czasem dochodzę do wniosków, że coś powinienem zagrać inaczej. Błędy się zdarzają, zwłaszcza, gdy gramna przykład 18 stolików jednocześnie. Ale generalnie w chwili podjęcia decyzji mam poczucie, że robię dokładnie to, co trzeba.

A już jutro kolejna część rozmowy z Olorionkiem. Kuba opowie między innymi o rozpoczęciu gry, pierwszych wygranych i restrykcyjnym podejściu do bankroll managementu.

WIĘCEJ HISTORII

Pokerwni gracze

O czym myślisz?