Dominik Pańka: o nowym samochodzie i wielkich pieniądzach (wywiad, część 2)

  • Jan CiosekJan Ciosek
Dominik Pańka: o nowym samochodzie i wielkich pieniądzach (wywiad, część 2) 0001

Dziś druga część wywiadu z Dominikiem Pańką. Jeśli przegapiliście pierwszą, możecie ją znaleźć tutaj.
Zapraszamy do lektury.

Na PCA wygrałeś 1,4 miliona dolarów. Zaszalałeś jakoś po powrocie? Kupiłeś sobie coś za wygraną?
Nigdy niczego sobie nie kupowałem za zwycięstwo, żadnych bajerów. Są gracze, którzy w takiej sytuacji sobie kupią fajną furę za 200 tysięcy. Ja jeśli czegoś potrzebuję, to sobie kupię po prostu, nie w ramach nagrody. Jest lato, wakacje, więc lecę z dziewczyną w jakieś fajne miejsce, bo mnie na to stać. Mam kumpli, którzy właśnie za pierwsze wygrane pieniądze kupowali sobie jakieś rzeczy, fajną bluzę za wypłacone 200 złotych. Ja generalnie nie mam dużych potrzeb, nie wydaję dużo na siebie. Choć ostatnio kupiłem pierwszy samochód.

Pewnie jakiś wypasiony?
- Hmm…, 7-letniego passata. Zajebista fura, świetnie się trzyma drogi. Pokerzyści sobie trochę pożartowali, jak zobaczyli czym podjechałem, Pyszałek powiedział, że ten samochód jest „januszowaty”. Rozumiem, że to pasuje do 45-latka z żoną i dwójką dzieci, ale moim zdaniem jest zarąbisty. Czerpię radość z innych rzeczy.

Na PCA byłeś tym „nowym gościem”. Twoje zwycięstwo przez środowisko pokerowe zostało uznane za niespodziewane. Przez ciebie też?
- Całkowicie niespodziewane. Oczekiwałem, że mój dobry wynik nastąpi w mniejszym turnieju. Stół półfinałowy EPT, jakieś 50 tysięcy euro, a nie od razu ship na PCA. Tak jak w tenisie, zaczynasz od małych turniejów, potem kolejne etapy, dopiero turniej wielkoszlemowy. A PCA? Może wynik przyszedł dlatego, że nie myślałem o tym, co inni gracze; nie myślałem o pieniądzach. Pamiętam, że gdy pękł bubble, napisałem do dziewczyny: „Kasiora!”. Ale to raczej w żartach, na wesoło. Każdy gracz podchodzi do pieniędzy inaczej.

Pamiętasz pierwszy wygrany turniej na żywo?
- Ja w zasadzie nie grałem na żywo, nie miałem takiego etapu małych turniejów live. Grałem głównie online i wolałem wygrać satkę do czegoś większego, niż szukać gier live w Warszawie. Pierwszy turniej wygrany online to był turek za 3 dolary na Full Tilt Poker, wygrałem 600 dolców. Ale bankroll ustawił mi turniej za 10$ na PokerStars, grało chyba 14 000 graczy, za drugie miejsce dostałem 10 tysięcy dolarów.

Jaki był twój pierwszy depozyt?
- Zacząłem od darmowych 50 dolarów od PokerStrategy,ale niestety nie umiałem grać i je przegrałem. Potem wpłaciłem na PokerStars 20 dolarów i to był mój jedyny depozyt. Z tego grałem, budowałem bankroll. Można powiedzieć, że z tych 20 dolców wygrałem satelitę na PCA, a potem cały turniej.

Czy emocje towarzyszące wygranym pierwszemu wygranemu turniejowi były podobne do tych z PCA?
- Niestety, nie pamiętam. Ale pamiętam, że kiedy zacząłem wygrywać, mieszkałem z dwoma kumplami z liceum i po tych wygranych 600 dolcach mogłem pójść do Biedronki i kupić parę piw na imprezę. To było wtedy mnóstwo pieniędzy. Ja nie jestem tak naprawdę sportowcem, nie jestem zdeterminowany na wygrywanie. Żeby być najlepszym trzeba bardzo dużo pracować, a ja tego nie robię.

Pieniądze zmieniają?
- Wydaje mi się, że jestem tym samym gościem, którego teraz po prostu stać na więcej rzeczy. Ja nie szastam pieniędzmi i się nimi nie popisuję. Było mi dobrze tak, jak było przed PCA. Teraz też jest dobrze, może tylko odrobinę lepiej. Czasem oczywiście lubię z tego pożartować, bo generalnie uwielbiam głupie żarty. Ale pozwalam sobie na żarty z pieniędzy tylko w towarzystwie bliskich znajomych.

Znajomych pokerzystów?
- Nie, bo ja z pokerzystami trzymam się tylko na wyjazdach. Lubię ich towarzystwo i świetnie się dogadujemy, ale poza wyjazdami mam normalne życie, pozapokerowe. Kiedy spotykają się pokerzyści, zawsze temat schodzi na grę. Gdy na przykład jedziemy na turniej i zabieramy dziewczyny, to przy kolacji i tak faceci gadają o kartach. To trochę irytujące.

Twoja dziewczyna gra?
- Gra (śmiech). Ale stosuje to jako rozrywkę, podczas robienia innych rzeczy, więc jej wyniki są niezwykle mierne. Kiedy na przykład robi ciasto i równocześnie gra turniej, to cały czas jest na sit-oucie. A ja się na nią wkurzam…

Że marnuje pieniądze, czy że ciasto nie wychodzi?
- Nie, ciasto zawsze jest zarąbiste! Jej bankroll jest uzależniony od tego czy przeleję jej 5 czy 10 dolarów, bo ona nigdy nie jest w stanie wygrać. Wykres mojej dziewczyny spada non stop. Ona gra sobie dla zabawy, kiedy się nudzi. Nie chce, żeby ją uczyć, nie jest zainteresowana tym, żeby grać lepiej.

A w ogóle udzielasz lekcji?
- Nigdy tego nie robiłem. Nie wiem, czy jestem kompetentny. Chyba mam umiarkowany talent nauczycielski. Mój tata gra w pokera i staram się go uczyć. Ale on za bardzo mnie nie słucha i nie wiem czy to wynika z mojego braku umiejętności, czy z jego uporu. Chyba jestem zbyt leniwy, by być nauczycielem…

A już jutro trzecia część wywiadu z Dominikiem, w której opowie między innymi o sprzedawaniu udziałów, Big One for One Drop i swoich pozapokerowych zainteresowaniach.

WIĘCEJ HISTORII

Pokrewne Turnieje

Pokerwni gracze

O czym myślisz?