"DaWarsaw" o 10 latach profesjonalnej kariery

"DaWarsaw" o 10 latach profesjonalnej kariery 0001

Grzegorz Mikielewicz "DaWarsaw" to jeden z najlepszych polskich pokerzystów, członek elitarnego PokerStars Team Online. Na blogu PokerStars "DaWarsaw" podzielił się wspomnieniami z początków przygody z pokerem.

"W 2003 roku skończyłem studia na wydziale prawa jako magister prawa międzynarodowego. Tematem mojej pracy magisterskiej była sytuacja Autonomii Palestyńskiej w świetle prawa międzynarodowego. Rok później skończyłem kolejny fakultet, a tematem pracy była amerykańska wojna z terroryzmem w świetle prawa międzynarodowego.
W międzyczasie zacząłem pracę w firmie, która tłumaczyła dokumenty Unii Europejskiej na polski. Siedziałem tam sobie wygodnie, tłumacząc dokumenty o nielegalnym obrocie diamentami albo o sankcjach wobec członków Al Kaidy.
10 lat później jestem w środku piątego roku mojego członkostwa w PokerStars Team Online i zawodowo gram six-handed na niskich stawkach. Czy jest w tym coś złego? Po prostu wydaje mi się to trochę zabawne. To niesamowite jak czasem czyjeś życie idzie zupełnie niezgodnie z planem.

Poker w przerwie turnieju bowlingowego

Wracamy do 2004 roku. Podczas studiów sporo grałem w bowling, nawet zarabiałem na tym niezłe pieniądze. Powód był prosty - byłem jednym z pierwszych bowlerów w kraju, a centra bowlingowe starały się promować, organizując turnieje z całkiem atrakcyjnymi nagrodami. Sporo trenowałem, nawet zagrałem trochę turniejów poza Polską.
Turnieje bowlingowe zazwyczaj zaczynają się wcześnie rano i kończą późnym popołudniem. W sumie wygląda to podobnie jak w pokerze. Odpadają kolejni gracze, aż do finału. Ale kiedy zostaniesz wyeliminowany albo gdy skończy się gra w danym dniu, musisz coś z sobą zrobić. Ci, którzy awansują do kolejnej rundy, zazwyczaj postępują profesjonalnie: nie piją i wcześnie kładą się spać - jak w pokerze. Pozostali szukają innych rozrywek. Dla części z nas sposobem na zabicie czasu była partyjka pokera.
Zaczęliśmy od dobieranego pięciokartowego pokera, ale potem spróbowaliśmy Texas Hold'em, najpier limit, potem no-limit. Z pewnych powodów, regularnie wygrywałem. Byłem zachwycony, kiedy zaczęliśmy regularnie grać w Warszawie. Już nie potrzebowałem turniejów bowlingowych, by grać w pokera. Za pierwszą większą wygraną kupiłem dziewczynie jakąś biżuterię.
W 2004 roku moja firma postanowiła przenieść się do Krakowa. Zaproponowali mi przeprowadzkę, połączoną z podwyżką. A jako, że właśnie rozstałem się z dziewczyną, stwierdziłem, że zmiana dobrze mi zrobi.

DaWarsaw jak Chris Moneymaker

Wkrótce się dowiedziałem, że w Katowicach, zaledwie godzinę drogi od Krakowa są organizowane turnieje pokerowe. Razem z grupą kolegów pojechaliśmy do Katowic. Turniej był profesjonalnie zorganizowany, wpisowe wynosiło około 50 złotych. Można było wziąć re-buya, ale niewiele osób wykorzystywało tę możliwość.
W moim pierwszym turnieju zagrało 29 osób i w tamtym czasie to był rekord. Nie pamiętam wiele z tamtego turnieju poza tym, że spasowałem seta króli do koloru na riverze w gigantycznej puli. Długo potem o tym zagraniu dyskutowaliśmy.
Poszedłem w ślady mojego kolegi z teamu PokerStars Chrisa Moneymakera i też wygrałem pierwszy turniej, w którym zagrałem. Z nieznanych mi powodów on dostał za to 2,5 miliona dolarów, a ja około 400. Mimo tego, byłem zachwycony i zdecydowałem się zagrać w kolejnym turnieju, miesiąc później. I też go wygrałem! Organizatorzy byli pod ogromnym wrażeniem i na następny turniej ufundowali specjalny puchar dla gracza, który zwycięży trzy razy z rzędu. Oczywiście, odpadłem długo przed stołem finałowym...

Pierwszy depozyt i pierwsze sukcesy

Tak czy inaczej, inni gracze byli pod wrażeniem mojej gry i polecili mi spróbować szczęścia online. Nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać. Zarejestrowałem się na PokerStars i wpłaciłem 500 dolarów. Pracowałem od 9 do 17, a potem wracałem do domu i zaczynałem grać. Grałem turnieje za 55 dolarów albo za 11 z re-buyami. Tak, dla mnie te turnieje mają już ponad 10-letnią tradycję!
W pierwszym miesiącu zaliczyłem kilka stołów finałowych i wiele razy kończyłem w kasie. Wypłaciłem z konta wszystko, poza pierwszymi 500 dolarami. W końcu, na koniec maja 2004 wygrałem turniej za 11 dolarów z re-buyami, zdobywając 5200 dolarów. Uczucie było niesamowite. Skończyłem turniej koło 5-6 rano i nie mogłem usnąć z wrażenia. Znów wypłaciłem wszystko poza pierwszym depozytem i zabrałem nową dziewczynę na tydzień do Paryża.
Kilka miesięcy później postanowiłem wrócić na stałe do Warszawy i rozpocząć profesjonalną grę. O tym opowiem w następnym odcinku.

WIĘCEJ HISTORII

Pokerwni gracze

O czym myślisz?