Dominik Pańka dla Polska The Times - kolejny wywiad polskiego pokerzysty!

Dominik Pańka

Wszelkie media dalej nie zwalniają tempa i cały czas namawiają Dominika Pańkę do dzielenie się swoimi spostrzeżeniami na temat pokera i całej otoczki z nim związanej. Wczoraj na łamach Polska The Times pojawił się wywiad z polskim zawodnikiem.

Fragment wywiadu możecie przeczytać poniżej, całość dostępna jest na stronie Polska The Times:

Ilu wywiadów udzieliłeś od sukcesu w PCA?
Nie liczyłem. Ale kiedy jestem w Polsce, prawie codziennie coś się organizuje.

Jaki jest poziom świadomości dziennikarzy i osób niezwiązanych z pokerem, jeśli chodzi o grę i jej prawne uregulowanie?
Większość jest pozytywnie zainteresowana sprawą. Tylko może nie do końca rozumieją, z czym się pokera je. Może powinienem zaczynać od wyjaśniania, że gram w Texas Hold'em, a nie pokera dobieranego? Była taka sytuacja w programie ze znanym dziennikarzem. Udawaliśmy że gramy, ale on za bardzo nie wiedział jak. Stukał jakimś żetonem... Nie wiem, po co to było. Ale generalnie spotykam się z opiniami, że rząd zawalił sprawę, a poker powinien być legalny.

Często słyszysz dziwne pytania świadczące o braku wiedzy na temat pokera?
Trochę irytuje mnie to, że wszyscy pytają o ciemne okulary i kamienną twarz. Chyba nie wszyscy znają zasady gry. Pewnie przypuszczają, że trzeba patrzeć w przeciwnika i wyczytać czy blefuje, czy coś ma. A tak naprawdę gra polega na tym, że analizujemy rozdanie z pokerowego punktu widzenia. Przebieg licytacji, spadające karty i tak dalej. Czytanie rywali to tylko niewielki element gry. A wszyscy pytają o niego, jakby to było najbardziej istotne.

Chyba wszyscy pytają też o "Wielkiego Szu".
Tak. Nawet tytuły dają, że niby jestem "Wielki Szu". Ale na szczęście dalej piszą, że gra wygląda teraz inaczej. Jestem wyrozumiały i spokojnie odpowiadam na pytania o ten film. Raczej nie irytuję się tym, że po raz enty muszę tłumaczyć, że nie ma on nic wspólnego z dzisiejszym pokerem.

Jeśli chodzi o pokerową kinematografię, wolisz "Wielkiego Szu" czy "Rounders" [w Polsce wydany jako "Hazardziści" - red.]?
(śmiech) "Roundersi" są dziesięć razy lepsi. Ale też nie do końca wszystko zgadza się tam z realiami. Na przykład główny bohater gra z wszystkimi swoimi pieniędzmi na stole. Stawia cały bankroll w jednym rozdaniu. Nikt nie powinien tego robić. Poza tym w tamtych czasach [film powstał w 1998 r. - red.] nie było jeszcze grania przez internet.

Mają kręcić drugą część. Gdybyś dostał propozycję choćby małej rólki, zgodziłbyś się? Podobno kiedyś chciałeś być aktorem.
Nie wiem, czy chciałem być, też gdzieś to wyczytałem w jakimś tekście. Ale zgodziłbym się z miejsca. Nawet gdybym miał być jakimś turystą, którego ogrywa Matt Damon.

Masz poczucie, że wygrane w PCA i high rollerze EPT Deauville zrobiły dla sprawy pokera w Polsce więcej dobrego niż jakakolwiek kampania, lobbowanie polityków czy ekspertyza?
Nie wiem jeszcze, czy będą tego realne konsekwencje. Czy tylko dużo gadania i żadnych zmian. Ale jest mi miło, staram się reprezentować pokerzystów, tłumaczyć, że poker to nic złego, udzielać wywiadów. Nawet, jeśli czasami mi się nie chce. (śmiech)

Poker w USA miał efekt Moneymakera, jaki będzie efekt Pańki w Polsce?
Politycy zaczynają interesować się sprawą. Tylko wciąż mają na temat pokera niewielkie pojęcie. Boję się, że za bardzo myślą o pokerze sportowym i będą chcieli potraktować grę jak brydża. A poker musi być na pieniądze, nie wyobrażam go sobie bez elementu hazardowego czy losowego. Fajnie by było, gdyby politycy uwolnili pokera, żeby można było legalnie grać w internecie, by opłacało się organizować turnieje. Na to możemy jednak trochę poczekać.

Dużą część wygranej z PCA zabierze Ci jednak państwo. Podobno nawet 30 procent.
Mniej więcej. Będę to jeszcze wyjaśniał.

Za Deauville też będziesz musiał tyle zapłacić?
Nie, mamy umowy z krajami Unii Europejskiej i całość wygranej jest moja.

30-proc. podatek do zapłacenia władzom, które zepchnęły pokera do podziemia nie jest chyba najprzyjemniejszą sprawą?
Podatek jest o tyle niesympatyczny, że nalicza się go od wygranej. Nie uwzględnia tego, że wcześniej człowiek mógł przegrywać. Trudno jest oddać tyle pieniędzy, ale nie jestem zachłanny. Wykonuję swój zawód i nie płacę podatku dochodowego, dlatego nie protestuję przeciwko podatkowi od wygranej.Oczywiście te pieniądze najprawdopodobniej zostaną zmarnowane, ale jeśli będzie trzeba, to zapłacę. Nie będę płakał, takie jest życie. I tak zostanie mi dużo. Nie wychodzę z założenia, że wolałbym wyrzucić kasę, niż oddać tym złodziejom.

Cały wywiad znajdziecie na stronie Polska The Times.

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?