WSOP 2017 Now Live

Ustawa Hazardowa: Rząd wiedział, ale polityczna gra była ważniejsza

Ustawa Hazardowa: Rząd wiedział, ale polityczna gra była ważniejsza 0001

Jak informuje Rzeczpospolita, rząd wiedział o konieczności notyfikacji ustawy hazardowej, jednak jak widać ważniejszy okazał się "pokaz", przed społeczeństwem.

Ministerstwo Finansów było wielokrotnie informowane o takiej konieczności – wynika z informacji „Rz". Ale rządowi śpieszyło się do zażegnania kryzysu politycznego wywołanego przez aferę hazardową i wybrał drogę na skróty.

Dwie ustawy i po sprawie?

Spór o to, czy ustawę należało notyfikować w Brukseli, rozstrzygnął tydzień temu Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Potwierdził, że zawierała przepisy techniczne, wobec czego zgodnie z przepisami UE Polska powinna ją przedstawić Komisji Europejskiej do zatwierdzenia.

Rządowi po aferze z 2009 r., gdy wyszło na jaw, że czołowi politycy PO mogli lobbować na rzecz branży hazardowej, zależało na szybkim uchwaleniu nowej ustawy o hazardzie. By uniknąć notyfikacji, która opóźniłaby prace, rząd podzielił ustawę na dwa akty prawne. Jeden szybko przyjął i otrąbił sukces w walce z hazardem, a to, co uznał za przepisy techniczne, umieścił w drugim projekcie, który zgodnie z procedurą notyfikował.

Tymczasem, jak ustaliła „Rz", resort finansów od początku wiedział, że każda ustawa regulująca przepisy o grach hazardowych wymaga zatwierdzenia przez Komisję Europejską.

Jeszcze przed wybuchem afery z 2009 r., kiedy trwały już prace nad nowymi przepisami o hazardzie, o takim obowiązku informował wiceministra finansów Jacka Kapicę Adam Szejnfeld (PO), wówczas sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki. W swoich pismach przekonywał, że „projekt ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych spełnia przesłanki przepisu technicznego".

Komisja Europejska uprzedzała

Tamten projekt w wyniku afery trafił do kosza. Ale po jej wybuchu resort błyskawicznie (w dwa dni) przygotował nowy projekt ustawy. Uchwalono ją w listopadzie 2009 r., w życie weszła 1 stycznia 2010.

Nowe przepisy zakładały m.in. stopniową likwidację automatów o niskich wygranych, zakaz reklamy hazardu i wyższe podatki. Także wtedy o obowiązku notyfikacji ustawy przypominała Polsce Komisja Europejska. 30 października 2009 roku wysłała w tej sprawie pismo do resortu gospodarki odpowiedzialnego za wszystkie kwestie notyfikacyjne.

Tego samego dnia informację taką Departament Regulacji Gospodarczych Ministerstwa Gospodarki przekazał resortowi finansów. Pismo w tej samej sprawie z 4 listopada 2009 r. opatrzone było klauzulą „bardzo pilne". O tym, które przepisy tworzonej ustawy mogą być traktowane jako „przepisy techniczne", informowany był też Michał Boni, wtedy szef zespołu doradców strategicznych premiera.

Mimo to resort finansów przekonuje w odpowiedzi dla „Rz", że projekt „był przedmiotem uzgodnień międzyresortowych oraz był rozpatrywany przez Komitet Rady Ministrów, a następnie przez Radę Ministrów (...) i na żadnym etapie tych prac nie uzyskał rekomendacji, iż ma zostać przekazany do notyfikacji przed skierowaniem do prac sejmowych".

Różne interpretacje

Kiedy ustawa weszła w życie, trzy firmy hazardowe (Fortuna, Grand i Forta) złożyły skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku. Ten zaś poprosił o wytyczne ETS. Trybunał podzielił wątpliwości przedsiębiorców, stwierdzając, że przepisy ustawy z 19 listopada 2009 r. stanowią potencjalnie „przepisy techniczne", w związku z czym ich projekt powinien zostać przekazany Komisji. O tym, czy przepisy te mają „istotny wpływ na właściwości lub sprzedaż produktów", mają decydować sądy krajowe.

Resorty finansów i spraw zagranicznych utrzymują, że Trybunał w Luksemburgu wcale nie uznał przepisów ustawy za techniczne. „Wskazał jedynie okoliczności, jakie powinny być w toku postępowań przed sądami krajowymi wyjaśnione" – przekonuje Ministerstwo Finansów. – To kłamliwe stwierdzenia – odpowiada Jacek Gasik, dyrektor Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych. – ETS miał wskazać kierunek sądom polskim i zrobił to bardzo wyraźnie.

Podobnie sprawę ocenia Katarzyna Antkowiak z Kancelarii Budnik, Posnow & Partnerzy, która reprezentowała firmy hazardowe przed ETS. – Trybunał stwierdził, że zapisy ustawy są potencjalnie przepisami technicznymi, ale nie jemu ustalać stan faktyczny w tych konkretnych trzech postępowaniach przed WSA – mówi „Rz". – Teraz sąd administracyjny będzie badać, czy te przepisy spowodowały ograniczenie obrotu automatami na rynku, a te liczby są bezsporne. Już w ciągu pierwszego roku obowiązywania zaskarżonych przepisów zniknęło z rynku kilkadziesiąt tysięcy automatów.

Resort finansów zignorował ostrzeżenia, że ustawa hazardowa musi być zatwierdzona w Brukseli

Antkowiak podkreśla też, że celem firm nie było uzyskanie odszkodowań, lecz możliwość prowadzenia, podjęcia bądź kontynuowania działalności.

– Resort finansów nie może się przyznać, że świadomie stworzył bubel prawny, potrzebny do działań PR-owskich w 2009 r. – komentuje Gasik.

Źródło: www.rp.pl

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?