888poker
New poker experience at 888poker

Join now to get $88 FREE (no deposit needed)

Join now
PokerStars
Double your first deposit up to $400

New players can use bonus code 'STARS400'

Join now
partypoker
partypoker Cashback

Get up to 40% back every week!

Join now
Unibet
€200 progressive bonus

+ a FREE Unibet Open Qualifier ticket

Join now

Wywiad z Kubą Głuszkiewiczem w serwisie NaTemat

Wolny Poker

Kilka dni temu informowaliśmy was o starcie nowej inicjatywy pod nazwą "Wolny Poker". Teraz natomiast chcielibyśmy przedstawić wam wywiad z Kubą Głuszkiewiczem, jaki na łamach portalu NaTemat.pl umieścił Jakub Suszka.

Jakub Suszka: Kuba, zacznijmy od najważniejszej informacji w ostatnim czasie dla środowiska pokerowego w Polsce. Powstaje nowe stowarzyszenie pod nazwą ,,Wolny Poker”. Ty będziesz jego wiceprezesem. Powiedz, dlaczego zdecydowałeś się na udział w tym projekcie? Czy trzecia organizacja pokerowa (istnieje już Polska Federacja Pokera Sportowego i Polski Związek Pokera) jest nam potrzebna?

Kuba Głuszkiewicz: Pomysł powołania Stowarzyszenia Wolny Poker zrodził się z potrzeby aktywnego działania na rzecz środowiska pokerowego w Polsce. Od 2010 roku funkcjonuje niechlubna ustawa hazardowa, która zmiotła z rynku niemal cały sektor hazardowy poza państwowym monopolistą. Wprowadzona rok później nowelizacja potwierdziła, że Polska, stając w opozycji do większości krajów zachodnioeuropejskich, będzie zakazywać dla zasady, a nie rozsądnie regulować, a przez to chronić społeczeństwo i czerpać korzyści. Niestety, działalność dwóch obecnych na rynku organizacji pokerowych nie wpłynęła na ten stan rzeczy. Jestem przekonany, że Wolny Poker skutecznie przyczyni się do rewizji prawa i zmiany społecznego postrzegania pokera w Polsce.

JS: Nie zdradzając jeszcze wszystkich szczegółów, powiedz, kto, oprócz Ciebie jako wiceprezesa będzie tworzył tą organizację?

KG: Prezesem stowarzyszenia jest jeden z najbardziej utytułowanych polskich pokerzystów Marcin ,,Góral” Horecki. Trzecim członkiem zarządu jest Paweł Majewski, redaktor naczelny jednego z największych portali pokerowych w Polsce - PokerTexas.pl. Mamy również liczne grono współpracowników – to przede wszystkim pokerzyści, ale nie tylko.

JS: Od kiedy będzie można się do Was zapisać, dołączyć?

KG: Chcielibyśmy zacząć działać jak najszybciej, oczywiście, po spełnieniu wymogów prawnych. Dziś startujemy ze stroną www.wolnypoker.org, którą stworzyliśmy, by stała się pierwszym źródłem informacji i platformą (sic!) gromadzącą społeczność pokerową w Polsce. Mamy również swój fanpage na Facebooku – http://www.facebook.com/WolnyPoker, ale centrum aktywności pozostanie strona internetowa.
Kolejnym krokiem będzie inauguracja działalności Stowarzyszenia Wolny Poker. Aktualnie jesteśmy na etapie zamykania procesu rejestracji w KRS.

Niestety, jako środowisko pokerowe straciliśmy dużo czasu. Ustawa funkcjonuje już dwa lata i nic się w Polsce nie zmieniło. Jako gracze nie akceptujemy sytuacji, w której niemal cały świat, cała Europa gra w pokera, a w Polsce jesteśmy karani za pokazywanie żetonów czy talii kart. Jestem przekonany, że taki absurdalny stan nie może się długo utrzymać.

JS: Powiedziałeś wcześniej, że PFPS i PZP nie do końca były skuteczne w swoich działaniach. Widzisz tam może jakieś pozytywne działania/ akcje? Czy mieli tylko nieskuteczne działania?

KG: Wiedząc, jaką bazę wiedzy, kompetencji i umiejętności ma Wolny Poker, jakich ludzi wokół siebie zgromadził, jestem przekonany, że możemy osiągnąć nasze cele, które przyniosą korzyść całej społeczności pokerowej w Polsce. Tym, co nas na pewno odróżnia od dwóch pozostałych organizacji, jest jasne stwierdzenie, że nie chcemy wyjmować pokera z Ustawy o Grach Hazardowych, ale uregulować na wzór takich krajów, jak Anglia, Francja czy Włochy. Ostatnio swój rynek otworzyła także Hiszpania. Legalizacja postępuje lawinowo w całej Europie. Chcemy, żeby Polska dołączyła do krajów, w których gra w pokera jest uregulowana i w pełni legalna.

JS: A czy widzisz podstawy do tego, aby teraz już trzy organizacje pokerowe mogły podejmować wspólne działania?

KG: W stu procentach tak. Jeśli działania którejkolwiek z organizacji będą zbieżne z celami naszego Stowarzyszenia, otrzymają nasze wsparcie. Sami również jesteśmy gotowi wspierać ciekawe inicjatywy. Nie ma znaczenia, kto zalegalizuje możliwość gry w pokera w Polsce. Nie jest istotne, czy to będzie PFPS, PZP czy Wolny Poker. Nas interesuje sam efekt końcowy – żebyśmy mogli iść do klubu pokerowego czy też wieczorem usiąść przy komputerze i zagrać w Internecie, nie martwiąc się o to, czy za chwilę nie wejdzie nam do mieszkania na przykład czterech celników czy ABW i nie zarekwiruje komputera, a ciebie oskarży o udział w nielegalnej grze hazardowej. Wszyscy wiemy, że podobnie absurdalne sytuacje zdarzały się w Polsce całkiem niedawno.

JS: Skoro jesteśmy przy celnikach, to ciekawi mnie, jaka jest Twoja ocena akcji celników, która miała miejsce w Szczecinie. Czy to nie jest nadgorliwe działanie ze strony państwa?

KG: Mówiąc szczerze, akcja w Szczecinie jest dla mnie kompletnie niezrozumiała. Jak uzasadnić interwencję kilkudziesięciu funkcjonariuszy Służby Celnej, wspieranych przez policję, na turnieju pokerowym, gdzie bawiło się osiemdziesięciu, może stu młodych ludzi? Przecież oczywistym było, że jest to spotkanie towarzyskie, a nie jaskinia hazardu. Jaka była szkodliwość społeczna tego czynu? Jaką szkodę społeczeństwu czy też samym sobie wyrządzili ci ludzie, spotykając się wieczorami urządzając między sobą turniej pokera? Wreszcie, jaki sens miało rekwirowanie stołów i żetonów? Moim zdaniem te retoryczne pytania doskonale obrazują smutną rzeczywistość pokera w Polsce.

JS: Kończąc już wątek tzw. ustawy hazardowej. Ciągle słychać, że poker ma tak złą reputację ,,dzięki” filmowi ,,Wielki Szu” i innym tego typu produkcjom. Zastanawiam się jednak, czy może w negatywnym postrzeganiu pokera jest wina samych pokerzystów?

KG: Coś w tym niewątpliwie jest. Na pokerze i pokerzystach ciąży piętno, nie tylko Wielkiego Szu. To też kwestia przeszłości tej gry. Jako dziecko oglądałeś pewnie jakieś westerny?

JS: Jasne, zdarzało się.

KG: Więc pewnie widziałeś, że w każdym westernie pokerowi towarzyszyły strzelaniny, przekręty, cygara, atmosfera półświatka. To wszystko zaszkodziło grze, zaciążyło na jej reputacji. Według mnie poker stał się grą umiejętności, gdy ludzie zorientowali się,, że mogą opracować strategię, która pozwala im wygrywać. Gracze na całym świecie zaczęli poznawać dogłębnie zasady formalne i matematyczne rządzące pokerem, co przełożyło się na ich poszczególne zagrania i w efekcie przyniosło kolejne zwycięstwa. To najlepszy dowód, że w długiej perspektywie los i szczęście nie mają w pokerze większego znaczenia - liczą się umiejętności. Niestety, takie postrzeganie nie jest jeszcze powszechne, a gros społeczeństwa nie wie, jak wygląda profesjonalny turniej pokerowy, jak np. ten z serii European Poker Tour.

JS: No właśnie. Ty, jeżdżąc na zagraniczne turnieje, ja, obserwując je, wiemy jak to przebiega. Mógłbyś w dużym skrócie przybliżyć osobom niezwiązanym z pokerem, jak to wygląda?

KG: Turnieje, takie jak EPT czy Unibet Open, przeczą popularnym skojarzeniom, jakie budzi poker. W sali konferencyjnej spotyka się tysiąc albo nawet więcej graczy w wieku od 20 do nawet 50 – 60 lat, reprezentujących bardzo szeroki przekrój społeczny. Turniej nadzorują sędziowie, a nad przebiegiem gry czuwają profesjonalni krupierzy. Są jasno wyznaczone zasady, co zbliża turniej do rozgrywki sportowej, a nie hazardowej, jak sobie niektórzy wyobrażają. Poza tym nie można zapominać, że poker to gra w modelu, gdzie gracz gra z graczem, czyli z innym przeciwnikiem, a nie przeciwko kasynu.

JS: Dobra, zamykamy temat o stowarzyszeniu i sytuacji pokera w Polsce. Przejdźmy teraz do Twojej kariery pokerowej. Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z pokerem live? Czy to były gry ze znajomymi w domu, czy może turnieje w warszawskich klubach?

KG: Fascynacja pokerem zaczyna się u wielu graczy od zabaw z karcianymi grami strategicznymi fantasy, takimi jak choćby słynny ,,Magic: The Gathering” lub komputerowymi RTS-ami ze ,,Starcraftem” na czele. Ja natomiast jakieś 6 lat temu jeździłem po Polsce i grałem trochę więcej niż hobbystycznie w turniejach Pro Evolution Soccer. Tam poznałem pokerzystów, nauczyłem się zasad Texas Hold’em, rozegrałem pierwsze partie na poważnie.

Do dzisiaj pamiętam pewien wtorek w 2008 roku, kiedy na forum Pokerzysty zobaczyłem ogłoszenie o Warszawskiej Lidze Pokera, której już nie ma. To były turnieje z wpisowym na poziomie 50-60 złotych. Pojechałem na taki turniej i łyknąłem pokerowego bakcyla. Pamiętam, że już wtedy byłem zafascynowany atmosferą i ludźmi, jacy brali udział w tym turnieju. Na początku było to tylko hobby, sposób na spędzenie wolnego czasu. Z czasem stawałem się coraz lepszy, rozwijałem swoje umiejętności, dokonywałem analizy rozdań, zaprzyjaźniłem się z innymi pokerzystami, więc mogłem konsultować swoją wiedzę i wymieniać się doświadczeniami. Wkrótce zorientowałem się, że mogę osiągać profity z gry. I tak to się potoczyło dalej.

Źródło: NaTemat.pl (autor: Jakub Suszka)

Do dzisiaj pamiętam pewien wtorek w 2008 roku, kiedy na forum Pokerzysty zobaczyłem ogłoszenie o Warszawskiej Lidze Pokera, której już nie ma. To były turnieje z wpisowym na poziomie 50-60 złotych. Pojechałem na taki turniej i łyknąłem pokerowego bakcyla. Pamiętam, że już wtedy byłem zafascynowany atmosferą i ludźmi, jacy brali udział w tym turnieju. Na początku było to tylko hobby, sposób na spędzenie wolnego czasu. Z czasem stawałem się coraz lepszy, rozwijałem swoje umiejętności, dokonywałem analizy rozdań, zaprzyjaźniłem się z innymi pokerzystami, więc mogłem konsultować swoją wiedzę i wymieniać się doświadczeniami. Wkrótce zorientowałem się, że mogę osiągać profity z gry. I tak to się potoczyło dalej.

JS: Właśnie, skoro jesteśmy przy profitach. Na swoim blogu napisałeś, że w grach live osiągnąłeś profit w wysokości 47 tysięcy złotych. Czy w Twojej ocenie była szansa na lepszy wynik? Który turniej poszedł Ci tak, jak zaplanowałeś, a który mógł potoczyć się lepiej?

KG: Podejrzewam, że nawiązujesz do mojego zeszłorocznego wyjazdu na turniej do Austrii…

JS: Tak, po części chodzi o ten turniej.

KG: Ze względu na obecną, ekstremalnie wręcz niekorzystną sytuację prawną w Polsce, jeśli chcę grać na żywo i zarabiać pieniądze na pokerze, muszę opuszczać granice naszego kraju. Austria była tylko jednym z turniejów, w których miałem okazję wziąć udział. Oczywiście, jechałem do Wiednia z nadzieją na zwycięstwo i choć nie osiągnąłem tam planu maksimum, to odnotowałem całkiem niezły wynik, a w całej karierze pokerowej wyszedłem na plus. Wierzę jednak, że najważniejsze trofea są ciągle przede mną.

JS: Zatrzymajmy się na chwilę przy wspomnianym turnieju Chili Poker Deepstack Open w Wiedniu. Zająłeś tam 7. Miejsce, ale też jak sam kiedyś mówiłeś, jadąc tam wiedziałeś, że jesteś gotowy na walkę o czołowe miejsca. Skąd wynikała ta pewność? Czy to było podparte tylko samymi wynikami z poprzednich turniejów, czy może dochodzi do tego inny aspekt?

KG: Turniej w Wiedniu to były dla mnie cztery magiczne dni. Jechałem tam rzeczywiście z przekonaniem, że mogę dużo osiągnąć. W mojej ocenie miałem już doświadczenie i umiejętności, które pozwoliłyby mi pokonać innych zawodników, którzy zwykle wybierają się na turnieje tej klasy.

JS: A jak wyglądały te cztery turniejowe dni w Wiedniu?

KG: Na turniej w Austrii jechałem niesamowicie wewnętrznie zmotywowany, intuicyjnie czułem, że dobrze mi pójdzie. Przez pierwsze dwa dni grałem swoją standardową strategią, nic mnie wówczas nie zaskoczyło. Wszystko szło zgodnie z planem, czyli ilość żetonów była adekwatna do moich założeń, jakie chciałem mieć w danej fazie turnieju. Natomiast w finałowym trzecim dniu wzniosłem się na wyżyny moich umiejętności. Wykonywałem mnóstwo bardzo agresywnych zagrań, które okazały się trafne. Dzięki nim, dosłownie w ciągu trzech godzin, nabudowałem swój stack z około 400 tysięcy żetonów do 2,5-3 milionów. I wszystkie te rozdania odbyły się bez show downów, co pokazuje, że decyzje, które podjąłem, były oparte wyłącznie na mojej wiedzy pokerowej, a nie na układach, które mi się trafiły.

Do stołu finałowego wchodziłem jako chip leader z dosyć dużą przewagą nad pozostałymi zawodnikami. Jednak zanim rozpoczęła się rozgrywka finałowa, zarządzono dwugodzinną przerwę, podczas której, niestety, rozkojarzyłem się i przyjąłem – z obecnego punktu widzenia – fatalną strategię. Gdybym dokładnie przeliczył, ile mam blindów, to wiedziałbym o tym, że rozpoczynanie agresywne na stole finałowym, gdzie jest jeszcze 9 osób, przy tej ilości blindów, które posiadałem, nie jest najlepszą możliwą taktyką. Muszę przyznać, że zupełnie ten aspekt pominąłem. Uznałem, że skoro jestem chip leaderem, to wymaga się ode mnie, bym kreował grę na tym stole finałowym. Przez to zaangażowałem się w rozdania, w które nie powinienem. Jednak wtedy uważałem, że są to najlepsze decyzje. Skończyłem na siódmym miejscu z dużym niedosytem.

JS: Czy to agresywne rozgrywanie rozdań na początku stołu finałowego było powiązane z myślą, co będzie, jak nie wygram?

KG: Zupełnie nie. Z zasady gram tak zwanym bardzo poprawnym bankroll managementem, czyli na każdy turniej, na który jadę, stać mnie w stu procentach. Daje mi to komfort, bowiem nie jestem obarczony w żaden sposób emocjonalnie pieniędzmi, które zainwestowałem w turniej. Nie ukrywajmy jednak – zawsze przychodzi myśl, że pieniądze za pierwsze miejsce przydałyby się, tyle by zmieniły w naszym życiu…

W Wiedniu stawką było 60 tysięcy euro, a więc suma, która zmieniłaby życie każdego przeciętnego człowieka. Jednakże, jeśli chcesz osiągać wyniki, musisz zawsze wyizolować tę myśl, odsunąć ją na bok. Żetony są narzędziem, środkiem do osiągania celów, czyli wygrywania. One absolutnie nigdy nie mogą być przeliczane na to, jaką stanowią wartość, ile mamy do wygrania. I dlatego, gdy na stole finałowym rozpoczęła się gra, zupełnie odsunąłem tą myśl od siebie.

Wracając do strategii. Łatwo się domyślić, że jeśli ja miałem ok. 45 big blindów na tym 9-osobowym stole, to dużo lepszą taktyką było poczekanie, aż ten stół się skróci do 5-6 osób, nawet za cenę utraty prowadzenia. Na ,,krótkim” stole łatwiej jest prowadzić agresywną grę. Ja jako jedyny ze wszystkich graczy mogłem sobie pozwolić na to czekanie. To rywale musieli walczyć o życie, ja nie musiałem. Ale stało się. Zdobyłem za to doświadczenie i drugi raz takiego błędu nie popełnię.

JS: Masz już spore doświadczenie w turniejach live. Zastanawiam się, czy fakt, że masz żonę, dziecko wpływa na Twoją grę podczas turnieju? Czy może wyłączasz się z tego?

KG: Jestem zawodowym pokerzystą, więc to, co wygram w turniejach, jest moim wkładem do naszego budżetu domowego. Poza tym moje życie jest dość standardowe. Tylko nieregularne godziny pracy odróżniają mnie od pracownika na etacie. Moja rodzina akceptuje mój zawód, który jest też moją pasją i to daje mi wielkie oparcie. Nie muszę ich przekonywać, że poker to gra umiejętności, że nie jestem hazardzistą.

JS: A jakie masz plany na turnieje live w 2012 roku?

KG: Są bardzo proste. Będę robił wszystko, żeby zagrać we wszystkich turniejach United Kingdom and Ireland Poker Tour (UKIPT), Eureka Poker Tour oraz w cyklu Estrellas Poker Tour.

JS: A turnieje z serii European Poker Tour?

KG: To już jest inna kategoria wpisowego, choć nie wykluczam startu w jednym z turniejów 9 sezonu EPT. Tymczasem skupiam się na wspomnianych wyżej turniejach. One wpisują się w mój bankroll management, mam je zabudżetowane na ten rok.

JS: Pojawił się wątek turniejów z serii UKIPT. Jak wygląda taki duży turniej od strony nie samej gry, ale spędzania wolnego czasu? Spędzacie go np. w grupie polskich graczy czy każdy indywidualnie?

KG: To wszystko zależy od tego, jakie cele sobie stawiasz i jaki jest powód wyjazdu. Na taki turniej jedzie zwykle 20-30 Polaków. Cześć spotyka się już w samolocie, a część na miejscu. To nie jest jedna grupa, chociaż ze względu na stosunkowo małe środowisko praktycznie wszyscy się znają. Jednak każdy z nas ma inne cele. Niektórzy jadą tam do pracy, inni jadą się bawić. Ci drudzy po turnieju zwykle wybierają się ,,na miasto”. To trochę tak, jak zagraniczni pokerzyści przyjeżdżali kiedyś do Polski na turnieje, szli się bawić, wydawali swoje pieniądze. A teraz, przez ustawę hazardową, nasi gracze wydają pieniądze za granicę, bawiąc się w tamtejszych restauracjach i klubach.

Ja podchodzę do turniejów całkowicie profesjonalnie. Chcę być wyspany, czyli nie dopuszczam możliwości nocnych eskapad do białego rana, zabaw w klubie. Mam też ustaloną dietę - na turniejach nie jem potraw, które mogłyby wpływać na moją kondycję fizyczną i umysłową. Tak więc u mnie ten wyjazd jest zawsze w jakiś sposób zorganizowany, niemal jak u sportowca przed zawodami.

JS: Kuba, zawodowo zajmowałeś się informatyką. Czy taka praca, typowo ścisła, umysłowa pomaga w pokerze?

KG: Uważam, że duża część moich umiejętności wynika właśnie z tego, co robiłem zawodowo. Nigdy nie miałem wątpliwości, że poker to gra umiejętności, do której podchodzę analitycznie. Osobiście mniejszą wagę przykładam do tego, jak ludzie zachowują się przy pokerowym stole, a zwracam uwagę na aspekty matematyczne i statystyczne gry.

Pamiętam, że po jednym z turniejów Unibet Series of Poker obliczałem sobie współczynnik szczęścia w danym turnieju. Napisałem program, który wskazał, że w danym turnieju rozgrywamy przeciętnie 300-400 rozdań. Program wyliczał mi, jak zachowują się dane układy w próbce 300-400 rozdań. Wiemy na przykład, że asy z królami wygrają 80 na 100 rozdań. Ale to mówi statystyka mierzona w nieskończoności, natomiast chciałem się dowiedzieć, jak wygląda ta statystyka w próbce 300 rozdań, w jaki sposób ten współczynnik się kształtuje. Taka analiza pozwalała mi dobrać odpowiednią taktykę do turnieju, w zależności od tego, czy turniej ma formułę bardziej deepstackową, czy może jest to turbo. Tak więc moje przygotowanie strategiczne, taktyki do gry i decyzje są zawsze oparte na matematyce.

JS: W swoim przygotowaniu pokerowym korzystałeś z treningu mentalnego. Jaką rolę w pokerze ogólnie, ale i w Twojej grze odgrywa ten trening, jak on przekłada się na Twoją grę przy stole?

KG: Trening mentalny pozwala przede wszystkim zrozumieć i zmienić swoje zachowanie, podejście do gry i przegranych, które co jakiś czas muszą się pojawić. Ułatwia także utrzymanie konsekwencji podejmowanych w grze decyzji, niezależnie od chwilowych wahań. Decyzja podjęta pod wpływem emocji z zasady nie będzie poprawna. Dlatego na zajęciach starałem się uczyć, jak podczas rozdania odsunąć emocje, a skupić się na aspekcie taktyczno-matematycznym, który powinien być jedyną przesłanką podejmowanych decyzji. Druga rzecz, nad którą pracowałem, to nauczenie się stawiania sobie poprawnych, czyli możliwych do zrealizowania celów, ale też motywujących do nieustannej pracy. I wreszcie starałem się też opanować harmonogram systematycznej pracy. Przyznam, że taki trening, choć dosyć wymagający, bardzo mi pomógł.

JS: Ważnym aspektem w podnoszeniu umiejętności pokerowych jest korzystanie z różnego rodzaju pomocy jak filmy szkoleniowe, książki, rozmowy z innymi zawodnikami. A co w Twoim przypadku odgrywało i odgrywa największą rolę?

KG: Zdecydowanie filmy. Pamiętam taki okres, kiedy bardzo intensywnie szkoliłem się właśnie za pomocą filmów.

JS: Poker pokerem, ale porozmawiajmy też o Twoim czasie wolnym. Czym się interesujesz, jakie książki, ale nie pokerowe lubisz czytać?

KG: Furorę w ostatnim czasie robi serial ,,Gra o tron”. Ja, tymczasem, już w 2000 roku zaczytywałem się w książkach George’a Martina, na którego powieściach oparto jego fabułę. Teraz przechodzę wieloletni okres fascynacji serialami.

JS: A co polecasz?

KG: Z ostatnich ,,Boardwalk Empire”, czyli ,,Zakazane imperium".

JS: A poza książkami i serialami?

KG: Jestem właśnie na etapie przejściowym. Tak jak pisałem w blogu, inni o tym nie wiedzą – u Ciebie będzie to powiedziane oficjalnie po raz pierwszy, wyczyściłem swoje sprawy zawodowe i od początku kwietnia przeszedłem na zawodowstwo, czyli będę zajmował się wyłącznie pokerem. Stwierdziłem więc, że skoro będę tylko grał, to koniecznie muszę zadbać o swoją kondycję fizyczną. Poza tym moim hobby pozostaje niezmiennie programowanie.

JS: Powoli zbliżamy się do końca naszej rozmowy, więc wracamy do czysto pokerowych spraw. W jednym z wywiadów Woy powiedział, że ,,poker to gra charakterów, a umiejętności znajdują się na drugim miejscu”. Po części jego opinię podzielił Grzegorz ,,DaWarsaw” Mikielewicz. A Ty jak się odniesiesz do takiego stwierdzenia?

KG: Według mnie umiejętności i charakter tylko w duecie potrafią stworzyć zwycięzcę. Trzeba zgodzić się z tym, że tylko ludzie, którzy potrafią spojrzeć na grę z dystansu, z pewnej perspektywy, mogą być graczami wygrywającym. Znam kilka, kilkanaście osób, które - mimo swoich umiejętności - przegrywają, ponieważ nie mają odpowiednich charakterów i mentalności, by odnosić zwycięstwa. Można więc przyjąć, że najpierw trzeba mieć charakter i mentalność po to, żeby te umiejętności pozwoliły nam na wygrywanie.

JS: I ostatnie pytanie, które dotyczy programów pokerowych, jak ,,Poker After Dark”. Tam z setek rozdań wybierane są te najbardziej widowiskowe. Czy uważasz, że takie programy dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z pokerem, mogą być w jakimś sensie zgubne?

KG: Nie, ponieważ one nie stanowią żadnego źródła nauki. Takie programy mają charakter czysto rozrywkowy. Pokazują pokera jako w przystępny dla laika sposób, gdzie na ekranie telewizora widać kilku porządnie ubranych zawodników z nienagannymi manierami, a nie jakąś brudną, zadymioną jaskinię hazardu. W aktualnych okolicznościach prawnych każda rozsądna promocja pokera jest jak najbardziej wskazana i potrzebna. Będzie to na pewno jeden z priorytetów Wolnego Pokera.

JS: Dziękuję za rozmowę.

KG: Również dziękuję.

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?