WSOP 2017 Now Live

Sponsorowani gracze: marketingowe samobójstwo?

Tatjana Pasalic

Patrik Selin jest obecnie szefem Bodog. Firma ta słynie ze stosowania rozwiązań, które wyróżniają ją na rynku. Swego czasu zabroniła serwisowi PokerScout podawania liczby graczy na stołach i pobierania od nich jakikolwiek danych, wcześniej uniemożliwiono stosowanie programów wspomagających grę. Teraz w Bodog są już również anonimowe stoły. Selin nazywa to modelem rekreacyjnym, który Bodog buduje od paru lat.

Szef Bodog postanowił w krótkim tekście odnieść się do pokerowych profesjonalistów i zadaje pytanie: Czy są oni marketingowym samobójstwem? Na wstępnie zaznacza on, że jedną z tych rzeczy, które nie zmieniły się w krótkiej historii pokera online, są właśnie pokerowi profesjonaliści, którzy swoimi twarzami firmują poszczególne marki.

Selin pisze jednak, że ostatnie wydarzenia znacznie podtopiły fundamenty takiego pokerowego modelu biznesowego. Faktycznie, tutaj trzeba mu przyznać rację, ostatnio mieliśmy sporo przykładów sytuacji,w których prosi w poszczególnych pokojów pokerowych działali raczej na szkodę, czy też do niej się przyczynili. Można zacząć od sytuacji z Ultimate Bet. Niewątpliwie Annie Duke i Phil Hellmuth byli przecież pokerzystami które przyciągały graczy. Po ich odejściu pojawił się syn Barrego Greensteina, czyli Joe Sebok. Ten zapewniał wszystkich, że UB/AP ma już dawno za sobą szemraną przeszłość powiązaną z aferami. Wtedy, jak grom z jasnego nieba nadeszła wiadomość o "Czarnym Piątku" i nagle okazało się, że sytuacja graczy UB/AP jest chyba najgorsza z wszystkich dotkniętych (akcją DOJ) poker roomów. Do dzisiaj nie wiemy, czy gracze w ogóle odzyskają pieniądze. W tej sytuacji profesjonaliści pomogli firmie rozwinąć skrzydła, ale później było już tylko gorzej.

Selin nie podaje tego przykładu - pisze o Full Tilt Poker. Ciężko się z nim nie zgodzić. Ostatnio okazało się, że prosi FTP są winni firmie spore pieniądze. Główne twarze Full Tilt: Lederer i Ferguson, grali za pieniądze graczy, a problemy FTP były przez nich ukrywane. Można śmiało powiedzieć, że doprowadzili firmę do finansowej ruiny. Przykład FTP można jednak traktować dwojako: nie można przecież odmówić Ledererowi czy Fergusonowi, tego, że stworzyli jeden z największych pokojów. Druga strona tej sytuacji jest już o wiele dramatyczniejsza: to było pokerowe i marketingowe samobójstwo.

Selin powołuje się na przykłady innych graczy, którzy mieli lub mają, swoje pokoje pokerowe. Doyles Room, był kiedyś miejscem gry wielu osób. Później sam "Texas Dolly" zdecydował, że nie chce już sygnować pokoju swoim imieniem i nazwiskiem. Do dzisiaj istnieją jednak Devilfish Poker oraz Unabomber Poker. Ciężko jednak powiedzieć, by nazwiska Ulliot czy Laak spowodowały, że tłumy graczy waliły tam drzwiami i oknami. Wręcz odwrotnie: marki te są niestety dość mało popularne.

Wspomniany wcześniej rekreacyjny model pokerowy, to zdaniem Selina, coś co jest dobrym rozwiązaniem. Jeden z elementów, który stosowany jest w innych pokojach, w Bodog został pominięty: nie zachęca się klientów hasłami "Zostań profesjonalistą". Nie wiem do końca, czy ma to jakiś marketingowy efekt - powiedzmy sobie szczerze, nie każdy chce zostać profesjonalistą. Znana twarz, pokerzysta, ma przecież tylko przyciągać graczy. Selin pisze, że markę Bodog reprezentują ci, którzy naprawdę potrafią zareklamować dobrze firmę. Jest więc Tatjana Pasalic, jest również Amanda Leatherman. Zgadzam się, to wspaniałe i miłe dziewczyny, ale czy pokerowo reprezentują coś sobą?

Patrik pisze: "tak, ładne dziewczyny ciągle działają". Jasne, nie można odmówić Tatjanie urody. Ma też zapewne wiedzę, potrafi dobrze zareklamować markę. Czy jednak Tatjana to profesjonalna pokerzystka? Nie sądzę. Może dopiero nią zostanie. Selin zapomina, że gry w pokera nie można lansować tylko i wyłącznie poprzez śliczne buzie i ładne tyłki. W Stanach trwa teraz dyskusja: czy poker to gra umiejętności. Ta dyskusja pojawia się zresztą wszędzie. Nie przekonamy przeciwników gry i nie udowodnimy im, że poker to kwestia umiejętności, jeżeli będziemy upierać się, iż pokerowi profesjonaliści to zły pomysł, a na stronach wszędzie będą biuściaste panienki.

Ktoś mógłby teraz powiedzieć: ależ poker zawsze kojarzony jest z pięknymi kobietami. Jasne, to prawda, ale inne dyscypliny reklamowane są w ten sam sposób. Bodog chce przyciągnąć graczy rekreacyjnych i robi to na swój sposób. Jednocześnie zamyka drogę przed wszystkimi innymi. A przecież to właśnie pokerowi profesjonaliści są tym co przyciąga ludzi do pokera. Patrząc na nich widzimy, że można tu odnieść sukces. Uczymy się, oglądamy, studiujemy strategię. Nie powiecie mi chyba, że Daniel Negreanu jest marketingowym samobójstwem. Wręcz przeciwnie: on działa jak magnes.

Pokerowi profesjonaliści mogą się różnie kojarzyć. PokerStars stworzył tutaj naprawdę ciekawy model - podzielił swoich profesjonalistów na kilka teamów. Są więc Ci, którzy mają znakomite umiejętności i dzielą się z nimi poprzez pokerowe szkoły PokerStars. Są i tacy, którzy kiedyś uprawiali sporty. Są wreszcie Ci, którzy są po prostu celebrytami. Każdy z nich może grać w pokera, tak jak ja i Ty. Dlatego PokerStars reklamuje się teraz słowami: We are poker. Bo poker jest dla wszystkich. Czy Bodog to rozumie?

Selin ma trochę racji pisząc, że pokerowi profesjonaliści byli popularni w czasie gdy programy pokerowe święciły triumfy w Stanach. Zapomina jednak, że pokerowe programy są przecież ciągle popularne na całym świecie. Przykład WSOP to pokazuje. Szwedzi mieli swoje High Stakes Poker, Rosjanie mają Big Game, podobnie Włosi. Turnieje EPT i WPT można oglądać teraz na żywo w sieci. Poker telewizyjny nie jest może najlepszym interesem, ze względu na brak dopływu gotówki ze Stanów, ale na całym świecie jest bardzo popularny i pozostanie, ze względu na skok techniczny i regulowanie go w kolejnych krajach. Będzie potrzeba więcej pokerowych profesjonalistów!

Czy Daniela Negreanu w PokerStars, Tonego G w Party Poker i innych profesjonalistów dałoby się zastąpić ładnymi buziami? Możliwe. Zresztą, nie trzeba daleko szukać ładnych i utalentowanych kobiet. Ana Marquez z PokerStars, Kara Scott z Party, to przykłady gdzie uroda idzie w parze z umiejętnościami. I nie trzeba do tego zmieniać całego modelu marketingowego działania firmy. Można to wszystko połączyć i zachęcić do gry wszystkich.

Bodog na siłę stara się znów kreować trendy. Nie podoba mi się to z prostego powodu. Zamiast kombinować ze stołami, szukać panienek do teamu i zakazywać programów, należałoby się może włączyć w zabiegi mająca na celu legalizację pokera. Trzeba szukać jego ambasadorów, namawiać polityków do szerszego spojrzenia, które nie będzie kojarzone z szemranymi grami w piwnicy. Niech Bodog pomyśli o takim modelu, a nie stara się dyktować innym, co trzeba robić.

WIĘCEJ HISTORII

Pokerwni gracze

O czym myślisz?