Rozgrywanie śmiechowych rąk

Rozgrywanie śmiechowych rąk 0001

Kiełkowało mi w głowie od dni kilku, by napisać parę słów o rozgrywaniu rąk uznawanych (nie wiedzieć czemu) za śmieci absolutne.

Panuje wśród szerokiej rzeszy ludzi dziwne (i chyba niczym nieuzasadnione) przekonanie, że w pokerze powinno rozgrywać się ręce tylko najlepsze, monstery – jak się je zwie. AA, AK, KK... Rąk tych jest kilka, ale TYLKO KILKA. Ile razy w ciągu całego turnieju dostaniesz do ręki parę asów? Trzy razy? Dwa? W porządku, dostaniesz i rozegrasz je tak, jak powinieneś. Ale co, jeśli wyczekiwane asy w Twej ręce nie pojawią się ani razu? Co wtedy?
Panika?
Wszystkie szczury z okrętu, bo tonie?
Houston, mamy problem?
Spierdzielamy?
Bye Bye table?!

Jeżeli tak to ma wyglądać, lepiej dać sobie z pokerem spokój od razu. Po co komu nerwy, wrzody żołądka to dość uciążliwy problem, lepiej więc zająć się hodowaniem winniczków. Lenistwo patentowane zysków nie przynosi nigdy.
Zastanówmy się zatem logicznie. Większość graczy (tych mało doświadczonych, którzy w pokerowym światku stanowią znakomitą większość) preferuje grę z dobrymi, lub w miarę znośnymi rękami startowymi. Pary – wiadomka. Oprócz tego connectory, karty suited, ewentualnie asy-high. Wszystko jeszcze zależy od pozycji, ale na potrzeby dzisiejszego artykułu pozycję zepchnijmy na dalszy plan.

Wyobraźmy sobie więc następującą sytuację:
Siedzimy na jakimś tam (jednym z licznych w sieci) turnieju MTT z niewielkimwpisowym (dajmy na to 2,20 na Starsach), gdzie aż roi się od graczy uważających się za pro, a z pro faktycznie mających tyle wspólnego, co wujek Stalin z wolontariatem. Zdecydowana większość z nich będzie preferowała rozgrywanie całkiem niezłych układów startowych. Czy opłaca się nam zatem wzięcie pod uwagę w grze kart, które przeciwnicy zwykle foldują bez wyrzutów sumienia (pomijając oczywiście sytuację, gdy po fakcie okazuje się, że mieliby np. tripsa czwórek z flopa)?
Moje zdanie brzmi – tak, jak najbardziej. Zakładając z góry (i oczywiście stale badając słuszność tej teorii), że oponenci rozgrywają tylko dobre ręce, możemy pokusić się o granie z takimi układami startowymi, na które oni nie zwróciliby uwagi. J4, K3, 58, 73 (!!) Q3... możliwości jest bez liku.

Zastanów się – jak często pasujesz kiepskie (w powszechnym twierdzeniu) ręce, po czym orientujesz się, że trafiłbyś wygrywającą parę, bądź dwie, czy strita lub fula? Pewnie zdarzyło Ci się to nie raz.

A teraz pomyśl – jeśli Twoi przeciwnicy szczególnie upodobali sobie granie głównie z wyżej wymienionymi parami, connectorami, kartami suited, czy asami-high, Twoje „słabsze” karty doskonale nadają się do tego, by coś ze stołu wyłapać i zrobić z tego całkiem przyjemny układ. Ważne jest również to, że w przypadku takiej gry, Twoi przeciwnicy praktycznie nie będą podejrzewać, że rozgrywasz „kiepskie” ręce (jeśli oczywiście zdołasz wygrać rozdanie bez odsłonięcia kart). Staniesz się dzięki temu mniej przewidywalny, a Twoje szanse na wygraną mogą znacznie wzrosnąć. Co więcej – jeśli w rozdaniu spotykają się u trzech graczy damy, króle, czy dziesiątki, Twoje szanse na to, że do swojej ósemki czy piątki coś „dożre”, są znacznie większe.

Dlaczego o tym piszę? Ano między innymi dlatego, że obserwuję słuszność tego twierdzenia na co dzień. Mam niewątpliwą przyjemność obserwować grę człowieka, którego procent oglądanego flopa wynosi nawet do 70%. Ktoś pomyślałby: „szaleństwo!!”. Być może, ale dzięki temu SZALEŃSTWU, gracz ten osiąga naprawdę niezłe wyniki.
Uważasz że dziwnie jest callować z 84? Po prostu spróbuj.

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?