WSOP 2017 Now Live

Poker i związki międzyludzkie

poker rodzina

Albo poker, albo ja, skarbie. – pewnie na myśl o tym, że moglibyście usłyszeć coś takiego z ust Waszej drugiej połowy, przechodzą Was dreszcze. Jak świat długi i szeroki prawdą powszechną jest, że w związku powinno się akceptować to, czym zajmuje się ukochana osoba.

Właściwe podzielenie czasu między swoje własne zainteresowania i między spędzanie czasu z kimś, u boku którego żyjemy jest podstawą udanego związku. Rozpaczliwe uwieszenie się kogoś i zaniechanie czynności sprawiających nam przyjemność i gwarantujących pewien poziom samorealizacji, prędzej czy później odbije się na nas negatywnie. We wszystkim należy zachować umiar, bez przeginania ani w jedną, ani w drugą stronę.

W przypadku pokera wszystko wygląda trochę inaczej. Poker jest czasochłonny. Jasne, można usiąść na stoliku cashowym, w półtorej godziny zarobić trochę pieniędzy i odejść z gry, ale MTT to już zupełnie inna bajka i musimy liczyć się z tym, że jeśli będzie nam dobrze szło, czeka nas dobrych kilka godzin przy stole. Co wtedy robi druga połowa? Chwała Bogu, jeśli sama gra w pokera i rozumie tę „wyższą konieczność”. Również siedzi więc przy stole, a Wasze rozmowy nie dotyczą wyłącznie tego, że wypadałoby już zapełnić lodówkę. Dzielicie swoją pasję, rozumiecie się wzajemnie i nie jesteście narażeni na pytania w stylu: miał wyższy kolor? Ojej, to źle?. Sytuacja bardzo komfortowa. Wspólne zainteresowania łączą, spajają związek i nie grożą spięciami związanymi z „dwiema różnymi drogami”.

Problemy mogą pojawić się jednak, gdy gracie tylko Wy. Nie wszyscy są na tyle cierpliwi, by spokojnie znosić fakt, że przy stole spędzacie kilka godzin dziennie. Źle jest, gdy zaczynają pojawiać się pretensje, złości i żale wynikające z tego faktu. A najgorzej, gdy pojawia się ultimatum. Albo poker, albo ja. Słyszeliście o takich sytuacjach? Na pewno boli. I to cholernie, czasami ciężko jest bowiem wytłumaczyć ukochanej osobie, że poker pozwala Wam się odprężyć (hmm… to zależy), rozerwać, naładować adrenaliną, czy po prostu zarobić parę groszy i dać satysfakcję. Ale boli też tę osobę, która czuje się zepchnięta na dalszy plan, mniej ważna od gry. I ją boli chyba bardziej, bowiem ciągle tylko czeka, kiedy znajdziecie dla niej czas, bez kart, bez stołów, bez liczenia pot oddsów i narzekania na kolejny bad beat. Nie jest w porządku, gdy poker sprawia, że zapomina się o kimś, z kim się żyje i kogo się kocha. Nie jest w porządku, gdy większą radość sprawia perspektywa kolejnego turnieju, niż parę chwil sam na sam z ukochaną/ukochanym.

Trzeba odnaleźć równowagę, bo ona jest najważniejsza.

Powodzenia w grze, kochanie. – i takich słów Wam życzę, Drodzy Czytelnicy.

Już w kolejnej części nowej serii Poker i związki międzyludzkie będziecie mogli przeczytać o pokerze i rodzinie. Zapraszam!

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?