Polska - Kraj w kształcie trefla - VII

poker trefl

Część VI

- Halo… Słyszy mnie pan? Proszę otworzyć oczy, halo. – uszu Pawła dobiegł dźwięczny kobiecy głos. Otworzył oczy i natychmiast oślepił go przeraźliwie jasny blask. Zamknął je czym prędzej i powoli otwierał, próbując przyzwyczaić się do wręcz bolesnej jasności. Po chwili był już w stanie dostrzec błękit ścian w pomieszczeniu i ładną twarz kobiety, która nachyliła się nad nim.

- Dzień dobry panie Pawle, jak się pan czuje? - kobieta uśmiechnęła się szeroko.

- Dzień dobry. Chyba nieźle, to znaczy… właściwie to jeszcze nie wiem – odpowiedział Paweł próbując przypomnieć sobie, gdzie się znajduje. Chwilę trwało, zanim uświadomił sobie, że zaledwie kilka dni temu został skazany na pół roku więzienia i przechodzi właśnie obowiązkową terapię z uzależnienia od pokera – jak nazwał to sąd. Miał dostać serię zastrzyków, których celem było złagodzenie objawów odstawiennych. Paweł żadnych objawów nie miał, bo najzwyczajniej w świecie nie był uzależniony od pokera. Sąd jednak – będąc pod naciskiem opętanych walką z pokerem władz – nie chciał przyjąć tego do wiadomości, mimo opinii psychologów i psychiatrów, którzy zgodnie stwierdzili, że Paweł nie cierpi na żadne uzależnienie. Dwa dni po zamknięciu w celi, Paweł został zabrany na pierwszy zastrzyk, a teraz nie miał zielonego pojęcia, jak dawno się to stało.

- Przepraszam.. jaki dziś jest dzień? – zapytał, mając dziwne wrażenie, że jego „sen” trwał znacznie dłużej, niż się tego spodziewał. Czuł się też trochę głupio, nigdy bowiem nie spodziewał się, że tego typu pytanie padnie z jego ust.

- Dziś? Piątek – odparła lekarka zaglądając mu w gałki oczne z tak bliska, że czuł jej miętowy oddech.

- Czyli spałem od wczorajszego poranka? No, nieźle – gwizdnął, próbując choć upozorować dobry nastrój, ale i tak poczuł ogromną ulgę, że jego przeczucie się nie sprawdziło.

- Piątek… osiemnastego marca – odpowiedziała kobieta z lekką konsternacją.

- Którego?! – Paweł zerwał się z pozycji leżącej, próbując usiąść. Natychmiast zakręciło mu się w głowie. – Dwa tygodnie? Jak to do chol… jak to możliwe? – krzyknął, rozglądając się dookoła. Świat szybko przestał wirować. Dopiero teraz Paweł dostrzegł, że jest podłączony do bardzo wielu urządzeń monitorujących pracę jego organizmu.

- No cóż, pojawiły się pewne komplikacje i… uznaliśmy że trochę snu dobrze panu zrobi.

- Trochę snu dobrze mi zrobi? No nie wierzę! Proszę mi powiedzieć, czy coś mi jest? Czy to coś poważnego? Co się dokładnie stało? – Paweł rozsiadł się wygodnie na łóżku. – Chcę wiedzieć wszystko – zaakcentował ostatnie słowo.

- Po podaniu temporazolu dostał pan drgawek, temperatura natychmiast skoczyła do trzydziestu dziewięciu stopni i stracił pan przytomność. Ciśnienie wzrosło i musieliśmy je obniżyć, ale i tak coś takiego przytrafiło się po raz pierwszy. Jeszcze nikt nie zareagował tak na ten zastrzyk, więc sprawdziliśmy, czy jest pan uczulony na którykolwiek ze składników. Wszystkie testy wyszły negatywne, więc nie była to reakcja uczuleniowa. Niemniej jednak nadal próbujemy ustalić, co było przyczyną tego typu reakcji. Teraz wszystko jest w porządku, wyniki ma pan w normie, ale potrzymamy tu pana na obserwacji jeszcze ze dwa dni. Chce pan wiedzieć coś jeszcze?

- Nie, chyba… chyba mi wystarczy – Paweł poczuł, jakby uszło z niego powietrze. Nagle przez myśl przebiegł mu dziwny obraz, przedstawiający lekarkę jedzącą makaron z jakimś czerwonym sosem.

- No dobrze. W takim razie od teraz zajmie się panem doktor Pełka, ja właśnie kończę dyżur, będę tu dopiero… - w tym momencie rozległ się dźwięk telefonu. Lekarka sięgnęła do kieszeni fartucha i wyciągnęła zeń małą, błękitną komórkę – Przepraszam na chwilę – zwróciła się do Pawła. – Tak? Cześć Martynko… tak… przed chwilą skończyłam dyżur… Tak, tak… na obiad? Spaghetti. – Paweł przypomniał sobie makaron, o którym pomyślał zaledwie kilka chwil wcześniej.

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?