Polska - Kraj w kształcie trefla - V

polen

Część IV

- Kawuni? Herbatki? Może wody? – zaproponował Radek, gdy jego rozmówca wygodnie rozsiadł się w fotelu. Paweł spojrzał na niego rozważając propozycję, ale po chwili przypomniał sobie, że jego siedemdziesięciotrzyletni pęcherz jest już w nie najlepszym stanie i lepiej będzie nie wystawiać go na próbę. Poza tym, w słowie „kawunia” Paweł usłyszał coś, co kazało mu dość podejrzliwie traktować dziennikarza. Pewnego razu, jeszcze w latach dwudziestych, jeden chłopak zaproponował mu „kawunię” i gdyby Paweł w porę nie zorientował się o co chodzi, dolna część jego pleców mogłaby znaleźć się w dość dużym niebezpieczeństwie.

Teraz mężczyzna szczerze wątpił, by stanowił obiekt zainteresowania dla tego młodego mężczyzny z dziwną fryzurą, przeszłe wydarzenia sprawiły jednak, że postanowił się odegrać, a dziennikarz stanowił idealny obiekt do żartu.

- Wolałbym już zacząć, panie Radeczku. Mam dużo do powiedzenia, a wie pan, w tym wieku to łatwo zapomnieć o wielu istotnych szczegółach – odpowiedział Paweł.

- Rozumiem, rozumiem. W takim razie ja tej kawuni też nie… no dobrze. Więc ja będę tu nagrywać wszystko, co pan mówi, później oczywiście się to ładniutko powycina i będzie wywiadzik jak się patrzy, tak?

- Dlaczego mówi pan w ten sposób? – zapytał Paweł.

- W jaki sposób? Nie bardzo rozumiem – Radek spojrzał na niego lekko skonsternowany.

- Jak to jaki? Taki… słodziutki – odrzekł mężczyzna i w zalotny sposób włożył sobie koniuszek palca wskazującego do ust.

- Proszę pana! Ja… to nie tak, to znaczy… Ja nigdy bym... ja mam…

- Spokojnie, Radziu, tylko spokojnie – przerwał mu Paweł, oblizując usta w dość lubieżny sposób. – Chyba możemy się dogadać. Lubię takich młodych i przystojnych mężczyzn jak ty. A tobie chyba właśnie o to chodzi, prawda?

Złość dziennikarza momentalnie zmieniła się w przerażenie. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w staruszka, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Na widok jego miny Paweł wybuchnął głośnym śmiechem. Śmiał się tak, że rozbolały go wnętrzności, a z oczu pociekły mu łzy. Chwycił się pod boki i rechotał w najlepsze. Radek nie wiedział, o co tak właściwie chodzi temu dziwnemu starcowi.

- Dobrze. Już w porządku. Koniec, wystarczy – wydyszał Paweł ocierając łzy z oczu. – Możemy zaczynać?

Radek zarumienił się ze złości. Chęć przeprowadzenia wywiadu z tym mężczyzną była większa, niż oburzenie z powodu jego zachowania, więc po prostu włączył nagrywanie.

- Panie Pawle, wielu graczy zapewne słyszało o dość głośnym wydarzeniu sprzed pięćdziesięciu czterech lat, w którym udało się panu wygrać pół miliona złotych w zagranicznym turnieju, po czym musiał pan zapłacić grzywnę w wysokości wygranej i spędzić pół roku w więzieniu. Czy może pan opowiedzieć naszym czytelnikom, jak czuł się pan w tamtej sytuacji i jak wpłynęło to na pańskie życie?

- Stare, ciężkie czasy… Byłem młody, bardzo młody. Miałem dziewiętnaście lat, a pokera kochałem nad życie. Ten turniej, grzywna i więzienie… To miało wpływ na całe moje przyszłe życie. Niewielu wie, że byłem też pierwszą osobą, którą przymusowo leczono z uzależnienia – jak wydawało się władzom – od pokera…

Część V

WIĘCEJ HISTORII

O czym myślisz?